Geniusz z ulicy św. Gertrudy
W latach 60. XX wieku polska gospodarka była w opłakanym stanie, a milicja tropiła każdego, kto posiadał choćby dolara. Tymczasem w obiegu zaczęły pojawiać się banknoty 500-złotowe (z wizerunkiem Tadeusza Kościuszki), które były… zbyt idealne.
Bojarski nie był pospolitym fałszerzem. Był inżynierem, absolwentem Politechniki Lwowskiej i Gdańskiej. W swoim mieszkaniu w Krakowie, tuż przy Plantach, zbudował laboratorium, które zawstydziłoby ówczesną Państwową Wytwórnię Papierów Wartościowych.
Dlaczego ta historia jest wyjątkowa?
Większość fałszerzy wpada, bo robi błędy w rysunku lub używa złego papieru. Bojarski poszedł o krok dalej:
- Własny papier: Sam produkował masę papierową z bawełnianych szmatek, by uzyskać charakterystyczny „chrzęst” banknotu.
- Chemia: Opracował mieszankę chemikaliów, która sprawiała, że banknoty wyglądały na lekko zużyte – wiedział, że nowiutka „pięćsetka” w rękach robotnika wzbudzi podejrzenia.
- Precyzja: Grawerował matryce pod mikroskopem. Jego podróbki były tak dobre, że bankowi kasjerzy przyjmowali je bez mrugnięcia okiem.
Wielka wpadka przez… przypadek
Bojarski był niesamowicie ostrożny. Wprowadzał do obiegu tylko niewielkie kwoty, żył skromnie, a sąsiedzi brali go za spokojnego, nieco mrukliwego wynalazcę.
Wpadł przez wspólnika, któremu puściły nerwy. Bojarski, chcąc zminimalizować ryzyko, przekazał partię pieniędzy szwagrowi. Ten jednak, zamiast wymieniać banknoty pojedynczo w różnych miastach, zaczął nimi płacić hurtowo. Milicja szybko zauważyła, że w jednym regionie pojawia się nienaturalnie dużo „Kościuszków”.
Kiedy w styczniu 1964 roku funkcjonariusze weszli do jego domu, oniemieli. Pod podłogą odkryli profesjonalną linię produkcyjną ukrytą za ruchomą szafą.
Proces stulecia
Proces Bojarskiego był sensacją. Prokuratorzy byli pod takim wrażeniem jego intelektu, że w aktach sprawy zapisano, iż gdyby Bojarski pracował dla państwa, Polska miałaby prawdopodobnie najlepiej zabezpieczone banknoty na świecie.
Sąd był jednak bezlitosny – w czasach PRL za godzenie w system gospodarczy państwa groziły najsurowsze kary. Bojarski został skazany na karę śmierci (później zamienioną na dożywocie, ostatecznie wyszedł na wolność po wielu latach).
Ślady w dzisiejszym Krakowie
To nie jest opowieść o duchach, ale o konkretnej kamienicy i konkretnym człowieku, którego geniusz został zmarnowany przez system. Do dziś w zbiorach Narodowego Banku Polskiego znajdują się „Bojarskie” jako przestroga i dowód na to, że jeden człowiek w krakowskim mieszkaniu potrafił zagrozić stabilności waluty całego kraju.
To historia o tym, że Kraków to nie tylko poeci i malarze, ale też ścisłe umysły, które czasem wybierały bardzo mroczne ścieżki.